Rada Wojewódzka SLD Szczecin

  • Full Screen
  • Wide Screen
  • Narrow Screen
  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size
  • Tak dla Kobiet!
    O inicjatywie...

  • SLD i Zieloni
    Nie chcemy elektrowni atomowej w regionie

  • SLD zszokowane postawą Arłukowicza
    To zakłamanie

  • Grzegorz Napieralski
    Będziemy lewicą socjalną

  • Bogusław Liberadzki
    Wiceprzewodniczącym Parlamentu Europejskiego?

  • Bogusław Liberadzki
    Rząd słabo zabiega o Police w KE

Tezy byłych ministrów Obrony Narodowej - Sikorskiego i Komorowskiego

Email Drukuj

Byli ministrowie Obrony Narodowej, panowie Komorowski i Sikorski, nie ustają w podnoszeniu swych zasług dla wojska. Mówiąc najdelikatniej – często w tej chwalbie przekraczają granice rzeczywistości. W końcu obywatele – mimo medialnego hałasu wokół obu panów – powinni wiedzieć, jak było naprawdę.

Nie idźcie tą drogą

Bronisław Komorowski i Radosław Sikorski, byli ministrowie obrony narodowej, bez specjalnej żenady opisują dzieje swej ministerialnej chwały. „Samochwały”, właściwie. Chwilami odnoszę wrażenie, że po 1989 r. (a na pewno już po wstąpieniu Polski do NATO w 1999 r.), wyłącznie oni na przemian kierowali MON, krocząc od sukcesu do sukcesu.

Wydawało się, że na taką oczywistą – mówiąc delikatnie – nieścisłość wszyscy zwrócą uwagę. Tymczasem nic z tych rzeczy. Nie ma więc wyjścia – trzeba przypomnieć, jak było. Najlepiej posługując się faktami, które każdy może sobie sprawdzić.

Zapiski z kalendarza

Obaj pretendenci do partyjnej nominacji na kandydata na prezydenta byli epizodycznymi ministrami obrony narodowej. Bronisław Komorowski pełnił ten urząd tylko przez 16 miesięcy, tj. od 16.06.2000 do 19.10.2001 r., zaś Radosław Sikorski jeszcze krócej - przez 15 miesięcy, tj. od 31.10.2005 do 7.2.2007 r., choć spłakał się na koniec, jakby urzędował całą kadencję.

Jedynym po 1989 r. ministrem obrony narodowej, który kierował MON przez całą 4-letnią kadencję, był Jerzy Szmajdziński.

Czasy Bronisława Komorowskiego, to czasy wojny wewnątrz MON, której symbolem jest jego rywalizacja z Romualdem Szeremietiewem i funkcjonowanie wówczas de facto dwóch ministerstw.

Czasy Radosława Sikorskiego to z kolei okres jego rywalizacji z Aleksandrem Szczygło i walki z Antonim Macierewiczem.

Tylko Jerzy Szmajdziński stworzył zgodnie działający zespół cywilnych specjalistów, który bez zgrzytów współdziałał z setkami oficerów oraz z polskim przemysłem obronnym.

 


Pieniądze

 

Bronisław Komorowski kreuje siebie na człowieka, który zapewnił finansowanie MON na poziomie 1,95 PKB oraz przygotował ustawę o zakupie samolotu wielozadaniowego.

Warto w związku z tym przypomnieć, że ustawy te przyjął Sejm jednomyślnie przy aktywnym udziale lewicy, która była wówczas główną siłą opozycyjną. Bez lewicy po prostu nie byłoby to możliwe. Ustawy te przyjęto w 2001 roku, kiedy AWS, którego ministrem był Bronisław Komorowski, oddawał władzę. Ustaw tych nigdy minister B.Komorowski nie realizował.

Przeciwnie – jego czas w MON wiąże się z największą zapaścią, jakiej doświadczyło polskie wojsko po 1989 roku. Fakty są następujące: W 2001 roku MON otrzymało najniższe środki w swoich dziejach, w sferze techniki nastąpiła zupełna katastrofa. Trzeba tutaj wyjaśnić, że na normalne funkcjonowanie wojska, tj. remonty i modernizację sprzętu, zakupy, powinno się wydawać co najmniej 20% ogółu wydatków. Inaczej wojsko wydaje pieniądze tylko na płace i emerytury, przez co nie jest w stanie efektywnie działać. W czasach Bronisława Komorowskiego, w roku 2001, wydatki majątkowe wynosiły 9,5%, co w wojsku polskim nie zdarzyło się nigdy po 1918 roku! Brak pieniędzy na żołd dla żołnierzy z poboru nabrał wymiaru symbolicznego. Kolejka kadry czekającej na mieszkanie urosła do 17 tys. osób. Katastrofę przeżywał przemysł obronny, który nie miał zamówień, a eksport uzbrojenia spadł do 20 mln dolarów rocznie. W odpowiedzi minister Komorowski mówił, że MON nie ma obowiązku utrzymywania przemysłu obronnego.

Sprzęt


Podczas 4-letnich rządów Jerzego Szmajdzińskiego MON co roku otrzymywało 1,95% PKB na wydatki. Konsekwentnie rósł udział wydatków majątkowych (z 9,5% w 2001 r. do 22,5% w 2005r.). Po latach niemocy MON nareszcie przeprowadziło i zakończyło wszystkie procedury dotyczące nowoczesnego sprzętu wojskowego. Minister Komorowski, który dziś przypisuje sobie zasługę uzbrojenia sił lotniczych w samoloty F-16, wtedy mówił, że polski lotnik może latać i na drzwiach od stodoły. Prawda jest taka, że to ekipa Szmajdzińskiego ogłosiła i przeprowadziła największe przetargi na sprzęt dla wojska. Kupiono owe F-16, które dziś pełnią już służbę w ramach sił powietrznych NATO, kupiono Kołowy Transporter Opancerzony Rosomak, nowoczesne rakiety przeciwpancerne typu SPIKE, nowoczesne radiolinie. Uzupełniano sprzęt i w inny sposób: od Bundeswehry, za symboliczną złotówkę, uzyskano 128 czołgów Leopard, a także 22 MIG-29. W Norwegii uzyskaliśmy pięć okrętów podwodnych typu Koben. I jeszcze jedno – to minister Szmajdziński wynegocjował ze swoim rosyjskim odpowiednikiem, ministrem Iwanowem, wznowienie dostaw sprzętu i części zamiennych z Rosji, niezbędnych do sprawnego działania sprzętu o rosyjskim rodowodzie, który jest na wyposażeniu polskiego wojska, przede wszystkim samolotów i śmigłowców.

Dzisiaj Rosomaki uważane są za najlepsze transportery w Afganistanie, wśród 43 kontyngentów. 28 razy zostały bezpośrednio trafione z RGPanc lub najechały na miny. Zginął w nich tylko jeden żołnierz. Ze zgrozą można myśleć o tym, jakie straty poniesiono by, gdyby żołnierze jeździli Honkerami, które pozostawił po sobie B. Komorowski i na których trzeba było rozpoczynać misję w Iraku. B.Komorowski konsekwentnie krytykował wybór tego transportera, uważając, że należy kupić sprzęt austriacki (Steyer). Natomiast w czasach R.Sikorskiego prokuratura wielokrotnie przesłuchiwała wszystkich oficerów, którzy brali udział w wyborze KTO Rosomak, produkowanego obecnie w Siemianowicach Śląskich. Ciekawe czy B.Komorowski i R.Sikorski przeproszą kiedyś publicznie tych ludzi?

Kierowane przez Jerzego Szmajdzińskiego ministerstwo w sposób zdeterminowany wspierało eksport polskiego przemysłu zbrojeniowego. Kontrakty z 20 mln dolarów rocznie wzrosły do ponad 1 mld. Symbolem tego była sprzedaż czołgów do Malezji, wozów zabezpieczenia technicznego do Indii, radarów i kutrów do Indonezji, czy uzbrojenia dla Iraku.
I jeszcze jedno: „za Szmajdzińskiego” liczba żołnierzy oczekujących na mieszkania spadła z 17 tysięcy do 3 tys.

Sztuczki

Bronisław Komorowski gromko, publicznie, zapowiada, że twardo bronił i będzie bronił budżetu MON i środków na modernizację wojska. A jakie są fakty?

Platforma Obywatelska, natychmiast po przejęciu władzy wykonała następujący manewr: 5%
W budżecie państwa na 2008, 2009 i 2010 wpisuje formalnie, że MON ma do dyspozycji zgodnie z ustawą 1,95% PKB. W praktyce jednak MON tych środków nie dostaje. W ten sposób nie dostało ponad 5 mld złotych, co w rzeczywistości doprowadziło do spadku wydatków na wojsko z 1,95 proc. PKB (którego B. Komorowski miał bronić) do 1,70 proc. PKB. Spadły wydatki majątkowe, w rzeczywistości znowu poniżej owych niezbędnych dla normalnego funkcjonowania wojskowej techniki 20 proc. Wpłynęło to zasadniczo na ponowne kłopoty przemysłu obronnego. Jak do tego dodamy fakt, że od 3 lat Polska nie podpisała żadnego dużego kontraktu zbrojeniowego i eksport znowu spadł do symbolicznych rozmiarów, to nie może dziwić katastrofalna sytuacja większości zakładów zbrojeniowych. Oznacza to, że za czasów Bronisława Komorowskiego wydatki były najniższe i teraz rządząca PO konsekwentnie zmierza w tym samym kierunku.

Trzeba się jeszcze odnieść do dwóch innych „triumfów” Platformy Obywatelskiej, tj. zakończenia misji w Iraku i profesjonalizacji wojska.

Irak

Misję w Iraku polskie wojsko rozpoczęło w 2003 r., przy aprobacie wszystkich głównych sił politycznych, w tym PO i PiS. Armia zdała ten egzamin. Warto jednak przypomnieć, że na początku misji kontyngent liczył 2,5 tysiąca żołnierzy i przebywał w 6 prowincjach. W latach 2004-2005 konsekwentnie był zmniejszany, tak, że w 2005 roku polscy żołnierze byli już tylko w jednej prowincji i jednej bazie (Diwanija), a zostało ich 750. Rola MON w 2008 r. polegała zatem na likwidacji tej jednej, ostatniej bazy i wycofaniu ostatniej grupy żołnierzy. No i oczywiście na wielokrotnym odtrąbieniu sukcesu.

Z odwrotną sytuacją mamy do czynienia w Afganistanie. W czasach rządów SLD kontyngent liczył 100 osób i funkcjonował wyłącznie wewnątrz bazy w Bagram, gdzie polscy saperzy rozminowywali teren. W czasach PO kontyngent ten nieustannie się rozrasta, dochodząc już do 2,5 tysiąca żołnierzy. Kolejnych 400 jest w rezerwie. Zasadniczo też zmienił się charakter zadań. To obecny rząd zdecydował o uczestniczeniu naszych żołnierzy w działaniach bojowych. Megalomania ministrów i rządu doprowadziła do tego, że Polska z własnej woli przejęła pod koniec 2008 roku odpowiedzialność za całą, trudną prowincję Ghazni. Nie musi być z tym najlepiej, skoro Amerykanie zdecydowali ostatnio, by do tej prowincji skierować tysiąc swoich komandosów. Szydło, które wyszło z tego worka wyraźnie więc wskazuje na propagandowy charakter decyzji w sprawie prowincji Ghazni. Tak naprawdę podjęliśmy się zadań, którym zwyczajnie nie możemy sprostać.


Profesjonalizacja wojska.

Nie mamy profesjonalnej armii. I jeszcze przez wiele lat Polska nie będzie jej miała. Decyzja rządu PO polegała na wstrzymaniu poboru. Nie jest sztuką podjęcie takiej decyzji. Sztuką jest zapewnienie dla małej 100-tysięcznej armii, najmniejszej w dziejach naszego państwa takich środków, by rekompensować to nowoczesną techniką i środkami na lepsze szkolenie. Tymczasem mamy do czynienia z działaniami nieodpowiedzialnymi. Radykalnie zmniejszamy wojsko i równocześnie - w rzeczywistości - środki finansowe na to wojsko. Nikomu nie udało się w ten sposób stworzyć profesjonalnej armii, gdyż ta wymaga wsparcia żołnierza zawodowego zwiększoną liczbą nowoczesnej techniki i zwiększoną skalą szkolenia bojowego. Zamiast tego trzeba odnotować fakt wyasygnowania ostatnio przez MON 7 mln złotych na walkę z patologiami wewnątrz wojska. Pole do patologii powstaje wówczas, gdy żołnierze nudzą się w koszarach.

Jedno tylko się udało: likwidując pobór i radykalnie zmniejszając polskie siły zbrojne nie dokonano równocześnie zmian w strukturach dowódczych, które są obecnie większe, niż w przeszłości, w przypadku kilkusettysięcznej armii. Dowództwa mają się nieźle.

 

Migawki

Członkiem partii może zostać obywatel Rzeczypospolitej Polskiej, który ukończył 18 lat, korzysta z pełni praw obywatelskich, złożył pisemną deklarację członkowską w dowolnym kole, uiścił opłatę wpisową, uzyskał pisemną rekomendację od co najmniej jednego członka SLD, należącego od 2 lat do partii, jako osoby wprowadzającej.