Rada Wojewódzka SLD Szczecin

  • Full Screen
  • Wide Screen
  • Narrow Screen
  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size
  • Tak dla Kobiet!
    O inicjatywie...

  • SLD i Zieloni
    Nie chcemy elektrowni atomowej w regionie

  • SLD zszokowane postawą Arłukowicza
    To zakłamanie

  • Grzegorz Napieralski
    Będziemy lewicą socjalną

  • Bogusław Liberadzki
    Wiceprzewodniczącym Parlamentu Europejskiego?

  • Bogusław Liberadzki
    Rząd słabo zabiega o Police w KE

Wystąpienie Przewodniczącego KP Lewica Wojciecha Olejniczaka

Email Drukuj

Wystąpienie Przewodniczącego KP Lewica Wojciecha Olejniczaka

podczas debaty ws. narastającego na światowych rynkach finansowych kryzysu

 

19.02.2009 r. (36. Posiedzenie Sejmu RP)

 

Panie Marszałku! Panie i Panowie Posłowie!

 

Kilka miesięcy temu, podczas debat, zarówno debaty związanej z budżetem, jak również debaty, która odbyła się tutaj, w Sejmie, z inicjatywy posłów Lewicy, na temat kryzysu, zwracaliśmy rządowi uwagę, że kryzys stopniowo opanowuje Europę i świat. Mówiliśmy wyraźnie, że Polska nie jest enklawą i nasze finanse publiczne będą musiały zmierzyć się z tym problemem. Nasza troska została wówczas zlekceważona przez rządzących. Minister finansów zapewniał nas, że kryzys prawie nie dotknie Polski, że wszystko jest pod kontrolą. Dziś okazuje się, że nic nie jest pod kontrolą. Wówczas mówiłem o błędach, które popełniły rządy Prawa i Sprawiedliwości i Platformy Obywatelskiej.

 

Wielkim błędem było zaniechanie procesu wejścia Polski do strefy euro w najlepszym momencie. Były też błędy w polityce gospodarczej, w polityce makroekonomicznej, w polityce podatkowej, w polityce społecznej, w polityce rolnej. Dzisiaj mamy katastrofalną sytuację polskiej wsi, polskich gospodarstw rolnych. Mieliśmy wówczas trafne diagnozy i oceny. Niestety, rząd nie posłuchał. Gdyby pan, panie ministrze, i pan, panie premierze, słuchali wówczas, bylibyśmy dzisiaj w dużo lepszej sytuacji. Pokonalibyśmy do tego czasu wiele problemów. Dziś, panie i panowie posłowie, nikt już nie wątpi, że kryzys dotarł do Polski. Nie wątpi nawet minister finansów.

Dziś nikt nie powinien wątpić, że kryzys uderza w człowieka, w jego rodzinę, w gospodarstwo domowe. Na tym etapie, na początku, kryzys uderza najmocniej w tzw. klasę średnią, w ludzi, którzy zaufali państwu i zdecydowali się na wieloletnie kredyty mieszkaniowe. W kolejnym etapie kryzys dotknie następne grupy, przede wszystkim te najsłabsze, najgorzej uposażone, tych, którzy stracą pracę. W efekcie kryzys może sparaliżować całe państwo, gdy dziesiątki tysięcy ludzi przestaną spłacać raty, gdy tysiące ludzi przyjadą do Warszawy. Na razie to tylko początek regresu, zaś rząd dostosowuje się do tego, co już się stało, z co najmniej kwartalnym opóźnieniem.

 

To myślenie statyczne, a nie dynamiczne, przejaw mentalności księgowego, a nie ekonomisty, i to dzisiaj zaprezentował pan minister. Dzisiaj rzeczy postępują lawinowo. Od listopada mamy niespotykane dotychczas spadki eksportu. Gwałtownie załamuje się produkcja przemysłowa. W I kwartale 2008 r. spadek o 5%, w styczniu – o kolejne kilkanaście procent. W tym kwartale będzie to już na pewno wielkość dwucyfrowa. Załamują się inwestycje krajowe, słabnie napływ inwestycji zagranicznych. W drugiej połowie roku załamanie w produkcji drastycznie przeniesie się na rynek pracy. Przecież według optymistycznych prognoz rządu bezrobocie wzrośnie o ponad 0,5 mln, a będzie zapewne gorzej. W ślad za tym spadną wpływy do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, Narodowego Funduszu Zdrowia, Funduszu Pracy, a to oznacza dodatkowy deficyt sektora finansów publicznych. Pani minister nikogo nie uspokoi, kiedy codziennie ludzie tracą pracę, kiedy w styczniu straciło pracę kilkadziesiąt tysięcy osób, a w sumie w ostatnich miesiącach ok. 200 tys. (Oklaski) Panie i panowie posłowie, musimy zdawać sobie sprawę z obecnej sytuacji. Tu nikt nie straszy, ale mówmy realnie o problemach. Obecna sytuacja jest znacznie gorsza niż ta, która była w roku 2000. Dzisiaj łączne zadłużenie zagraniczne wynosi 900 mld zł, mniej więcej 70% PKB. 9 lat temu było to 288 mld zł, czyli 39% PKB.

 

Panie i Panowie Posłowie! Panie Premierze!

Mamy wyjątkowy czas. Wyjątkowy czas wymaga wyjątkowych zachowań. Jest czas na inną Polskę, na Polskę rozwoju, na Polskę socjalną dla wszystkich, Polskę inaczej dzielącą środki. Panie premierze, jeżeli będzie pan działał tak, jak do tej pory, to pan tego kryzysu nie przetrwa. Tego panu nie życzę, bo jeżeli nie przetrwa pan i pański rząd, nie przetrwają tego kryzysu miliony polskich rodzin.

Tylko wspólnie, solidarnie, nie dzieląc się, przejdziemy przez ten kryzys. Silniejszy musi pomóc słabszemu. Państwo musi pomóc rodzinom, które znalazły się w trudnej sytuacji. Państwo musi pomóc firmom, które często nie ze swojej winy przeżywają kryzys. Musimy uczynić bardzo dużo, by nie dopuścić do eksplozji bezrobocia, do niekontrolowanej eksplozji wielkiego gniewu. Ci, którym lepiej się powodzi, powinni swym sukcesem podzielić się z tymi, którzy mają gorzej – tu większa rola państwa. Panie i panowie posłowie, błędem jest zatrzymywanie w tym czasie inwestycji. Oszczędnościowe działania rządu, które przedstawił pan premier, to tylko pozory. W czasie kryzysu możemy za mniejsze pieniądze zrobić znacznie więcej. Dotyczy to zarówno inwestycji centralnych, finansowanych przez Ministerstwo Obrony Narodowej, Policję, straż pożarną, jak też inwestycji finansowanych przez samorządy. Pierwszy z brzegu przykład: metro warszawskie można zbudować taniej, za kwotę mniejszą o ok. 2 mld. Ten czas trzeba wykorzystać na takie inwestycje.

 

Jest różnica, panie premierze, między panem a prezydentem Obamą, wczoraj pan do tego nawiązywał. Prezydent Stanów Zjednoczonych i rząd wiedzą, że to czas na inwestycje użyteczności publicznej, które są dzisiaj niezbędne. Należy stworzyć mechanizmy sprawnego dostępu do kredytu, jak wszyscy tutaj proponujemy, poprzez gwarancje dla przepływów międzybankowych. Dofinansowanie BGK umożliwi realizację  zadań w zakresie gwarancji lub poręczeń w ramach rządowych programów społeczno-gospodarczych, chodzi o pomoc dla małych i średnich przedsiębiorstw.

Opcje walutowe to kolejny niezwykle ważny problem, dlatego martwi mnie to, w jaki sposób rząd do tego problemu podchodzi – zapowiada rzeczy, które nie zostaną zrealizowane, bo zgodnie z prawem nie jest to możliwe. Należy zastanowić się, jak do tego problemu podejść. Proponujemy wykorzystać najrozsądniejsze rozwiązanie: zamianę opcji walutowych na regularne kredyty, które państwo będzie stopniowo wykupywać. Uwolni to przedsiębiorstwa, które dotychczas miały dobrą kondycję i były
w dobrym stanie. Jest to realne do wykonania.

 

Trzeba stworzyć możliwości finansowe, ułatwić PKO BP zakup tych banków działających na terenie Polski, które zagraniczne centrale będą chciały sprzedawać. Niezwykle ważne jest wsparcie dla budownictwa mieszkaniowego. Należy utworzyć fundusz gwarancyjny, aby teraz, gdy warunki są niesprzyjające, zapewnić obywatelom częściowe, okresowe wsparcie w spłacie kredytów hipotecznych. W przypadku upadłości dewelopera należy zastanowić się nad wprowadzeniem możliwości, która niezależnie od stopnia zaawansowania budowy pozwalałaby na uwłaszczenie tych osób, które wpłaciły już część pieniędzy na tę inwestycję.

Trzeba uelastycznić ustawę o finansowym wsparciu rodzin w nabywaniu własnego mieszkania, bo dzisiaj jest ona w dużym stopniu nieskuteczna. Dalsze kwestie: rynek pracy, pakiet ochronny, który zagwarantuje, że miejsc pracy nie tylko nie będzie ubywało, ale będą przybywały nowe. Nawiążę do eksportu – odnotowano jego spadek o 20%. Spada eksport, spada sprzedaż, spada zatrudnienie. W tej sytuacji musimy zwiększyć popyt wewnętrzny, musimy też szukać nowych rynków zbytu dla polskich towarów. To zadanie dla polskiej dyplomacji. Musimy sprzedawać więcej na Białoruś, do Rosji do Chin, na Ukrainę. To są dla nas potencjalne rynki zbytu. Mogliśmy poruszać te kwestie, panie i panowie posłowie, w czasie naszej ostatniej debaty poświęconej sprawom polityki zagranicznej. Nie wykorzystaliśmy tej możliwości, szkoda. Czas na większą rolę państwa w obecnej, niezwykle trudnej sytuacji, która dotyka rodziny. Powinniśmy zapewnić równy i powszechny dostęp do usług publicznych. Kiedy w rodzinie jest bezrobotny, kiedy brakuje pieniędzy, kiedy nie starcza na podstawowe potrzeby, państwo musi wziąć na siebie odpowiedzialność, zapewniając dostęp do edukacji, do przedszkola, bo rodziny nie będzie na to stać. Państwo musi zapewnić dostęp do opieki zdrowotnej, dostęp do infrastruktury.

 

Mówiąc o zwiększeniu roli państwa w czasach kryzysu, zdajemy sobie sprawę, że potrzebne są większe środki finansowe. Nie boimy się o tym mówić. Uważamy, że to, co zrobił rząd Prawa i Sprawiedliwości przy pomocy i aplauzie ze strony Platformy Obywatelskiej, jest błędem. Dlatego proponujemy: na dwa lata przywróćmy podatek 40% dla najlepiej zarabiających. Umówmy się, że jest to na dwa lata. Na dwa lata przywróćmy poziom składki rentowej do poziomu z roku 2008.

W sumie pozwoli to pozyskać ok. 25 mld zł. Proponujemy, aby te większe dochody przekazać na cele polityki społecznej, które wcześniej przedstawiłem: edukacja, służba zdrowia, opieka społeczna. Paradoksem jest, zwrócę na to uwagę, że mając kryzys, wprowadziliśmy mechanizmy, z których korzystają najlepiej zarabiający i najlepiej prosperujący, a zwykły człowiek został gdzieś daleko, bez pieniędzy, bez pomocy. Trzeba to zmienić. Kolejne 2,5 mld zł oszczędności wynikają z niewykorzystania deficytu budżetowego w roku 2008. Panie i panowie posłowie, panie ministrze, nie powinniśmy sztywno utrzymywać deficytu budżetowego, ale ewentualnie zwiększając go, trzeba zmienić sposób jego zarządzania. Tego rząd dzisiaj nie proponuje.

 

Deficyt powinien być zarządzany centralnie i finansowany również centralnie, nie tylko przez obligacje, ale też przez pożyczki z Banku Światowego, Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Panie i panowie posłowie, podczas gdy my finansujemy deficyt,
w tym samym czasie różne instytucje publiczne, samorządy, agencje centralne mają na kontach w sumie ok. 80 mld zł. To przykład niegospodarności, jaką możemy dziś zaobserwować w Polsce.

Zwiększenie deficytu – już kończę, panie marszałku – powinno iść na finansowanie inwestycji związanych z wydatkami na bezpieczeństwo, Policję, straż pożarną, bo każda redukcja wydatków budżetowych, panie ministrze, oznacza, że w jakimś stopniu mniejszy będzie popyt krajowy. To z kolei zmniejszy popyt na pracę, następnie zmniejszą się dochody i zwiększą zobowiązania budżetowe. Co wtedy? Jeszcze większe cięcia wydatków i jeszcze mniejsze dochody? Oznacza to słabnącą aktywność gospodarczą, a wtedy realne potrzeby państwa, potrzeby pożyczkowe będą jeszcze większe.

Panie i Panowie Posłowie! Kryzys zmieni nas, obywateli. Zmieni wszystko. Zmieni sposób myślenia. Kryzys zmieni nasz kraj. Chciałbym, żebyśmy z tego kryzysu wyszli obronną ręką. Po kryzysie naprawdę nie będziemy tacy sami. Z kryzysu możemy jednak wyjść i musimy wyjść razem. Tu na tej sali, w czasie kryzysu, niezbędna jest bardzo dobra współpraca, a tego brakuje między ministrem finansów a ministrem gospodarki, między rządem a Narodowym Bankiem Polskim, między parlamentem a prezydentem. Dziwi mnie, że dzisiaj, kiedy dyskutujemy o kryzysie nie ma na tej Sali prezesa Narodowego Banku Polskiego.

Dziwi mnie również nieobecność pana prezydenta. Kryzys to najtrudniejszy moment dla Polski. Najtrudniejszy moment dla obywateli. Musimy zrobić wszystko, by przed kryzysem chronić człowieka, chronić rodzinę, chronić miejsca pracy. To jest nasz ponadpartyjny obowiązek.

Migawki

Mieszkańcy naszego regionu stają dziś przed wyzwaniami, z jakimi do tej pory nie musieli się zmagać: recesją gospodarczą i wzrostem bezrobocia, z wysokimi kosztami żywności i paliwa, spadkiem siły nabywczej i wzrostem ubóstwa a także zagrożeniem bezpieczeństwa. Efektem zapatrzonej w idee liberalne dotychczasowej polityki jest bezradność rządzących w obliczu kryzysu gospodarczego. Przedsiębiorstwa pozbawione wsparcia zmniejszają produkcję, zwalniają pracowników.